Voyage, voyage!

okno
Źródło: Madame Fleurette

Sporo latam. Mniej więcej raz w miesiącu. To nie daje mi miejsca na podium frequent flyerów Miles And More, ale raczej plasuje mnie powyżej średniej krajowej. Strategiczne, europejskie lotniska znam stosunkowo dobrze i poruszam się po nich bez większego problemu, czasem nawet bez zastanowienia. Kolej to już inna bajka.

Ostatnio wracając do Belgradu zrezygnowałam z taksówki i zdecydowałam się na wersję budżetową podróży. Z centrum Krakowa na lotnisko w Balicach postanowiłam dostać się pociągiem Kolei Małopolskich. Po kwadransie błądzenia po górnej płycie MDA, a później w Galerii Krakowskiej, dzierżąc w dłoniach walizkę bagażu podręcznego (plastikową, sztywną jak zawieszenie Golfa trójki, 8 kg, kółka sztuk 4), torbę podróżną (przywiezioną przez tatę z Kuwejtu w 1989, 17 kg, kółek brak) oraz damską torebkę skórzaną (w środku prócz standardu wyposażenia, książka, oprawa miękka, stron 700 – całość 3 kg, kółka sztuk 0); znalazłam kasy biletowe. Długość kolejki trochę mnie przytłoczyła. Nic to! Jestem Polką! Stanie w kolejkach mam wpisane w genotyp! W końcu przyszła moja kolej. Kupując bilet zapytałam bardzo sympatycznej pani w okienku, skąd jedzie ten pociąg? W odpowiedzi usłyszałam: „Nie wiem. Planowo z dwójki, ale musi Pani sprawdzać na rozkładzie. To się tak często zmienia”. Jej profesjonalizm zwalił mnie z nóg. Wyświetlaczy z rozkładem nie było ciężko znaleźć, ponieważ są wielkości basenu olimpijskiego i świecą na niebiesko tak, że oczy łzawią. Wskazywały to co usłyszałam wcześniej. Znalazłam wyjścia prowadzące na perony. Nad jednym z nich znajdowała się ikona samolotu. Wyjechałam automatycznymi schodami na górę, otworzyły się przede mną automatyczne drzwi. Weszłam na peron, a tam tylko jeden, samotny, dygoczący z zimna mężczyzna i dwie walizki. Znalazłam papierowy rozkład, z którego zupełnie nic nie wynikało. Podeszłam, więc do mojego towarzysza i zapytałam czy mógłby mi pomóc, bo chciałabym dostać się na lotnisko i nie wiem czy pociąg odjeżdża stąd. Nie wiem też jak odczytać rozkład, może on jest bardziej obeznany w te kolejowe sprawy. Ja pociągami nie zwykłam podróżować. Zapytałam też jak rzeczony rozkład ma się do tego co jest na moim bilecie oraz do punktualności samych pociągów. Zauważyłam również że zostało zaledwie 10 minut do odjazdu, a na dworcu tylko my dwoje, lekko zaniepokoiłam się zaistniałą sytuacją… W końcu facet przerwał mi w pół zdania, mówiąc: „Sorry but I don’t understand”.

Okazało się, że w międzyczasie zmieniono miejsce odjazdu . Musieliśmy biec na inny peron. Złapaliśmy pociąg w ostatniej chwili. Dotarłam na lotnisko o czasie. Mój nowy hiszpański znajomy też.

To był dopiero początek przygód tego dnia.

Bezpośredniego połączenia Kraków-Belgrad nie ma. Trzeba latać przez Warszawę, Frankfurt lub, nasz ulubiony, Wiedeń. W Krakowie mieliśmy 40 minut opóźnienia. Oznaczało to dla mnie i dwóch innych osób, również podróżujących do Belgradu, że nie ma szans na to byśmy zdążyli złapać samolot z Wiednia. Zatem, gdy ja, M. i M. (że też musieli mieć imiona zaczynające się na tę samą literę!) dostaliśmy się na lotnisko w stolicy walca, udaliśmy się prosto do centrum pomocy takim nieszczęśnikom jak my. Tam poinformowano nas, że do Serbii, tego wieczoru, już nic nie leci. Musieliśmy zostać w Wiedniu na noc.

Po kwadransie rozmowy z asystentem help desk osiągnęliśmy mały sukces. Bilety na pierwszy poranny lot do Belgradu załatwione! Voucher na transport, hotel i kolację – jest! Bagaż dla M., która potrzebowała go następnego ranka (a właściwie w środku jeszcze tej samej nocy) – za pół godziny przy pasie numer 1. Postanowiliśmy, że z nią zaczekamy. W kupie raźniej! Po godzinie M. poszła zapytać w czym problem. Odpowiedziano jej, że jeszcze 10 minut. Po trzech kwadransach poszła zapytać znowu. Usłyszała, że jeszcze 10 minut.

Linie lotnicze zaoferowały nam zestaw przetrwania. Dlatego ja powzięłam decyzję, by bagaż zostawić na lotnisku – niezbyt roztropnie jak się później okazało.  W skład zestawu wchodziły: T-shirt biały w rozmiarze XL, 100% bawełny. Najmniejsza tubka pasty do zębów jaką w życiu widziałam, w połowie wypełniona powietrzem. Antyperspirant o zapachu środka na mole. Żel pod prysznic, szczoteczka do zębów, chusteczka do demakijażu, proszek do prania i całkiem niezła kosmetyczka. Czystej bielizny brak. Nie uśmiechało mi się suszenie świeżo wypranych majtek hotelową suszarką do włosów, więc w czasie oczekiwania na dostarczenie bagażu M., udałam się na poszukiwanie sklepu z bielizną, w celu zakupu pantalonów.

Wictoria’s Secret – zamknięte. Na śmiesznie małym stoisku Calvin Klein w jakimś multi-brand shopie – wyłącznie bielizna męska. Znalazłam sklep z pończochami na wystawie. Jego nazwa nie była mi znana. Do trzech razy sztuka, pomyślałam! Weszłam do butiku, opisałam ekspedientce czego szukam, a pani zaprezentowała mi to co miała. Znalazłyśmy kompromis w postaci zwykłych, bezszwowych, fig w kolorze cielistym. Mam już identyczne, zakupione w ojczyźnie za 20 PLN. Byłam zdecydowana je nabyć, ale wcześniej przezornie zapytałam o cenę. Ekspedientka, z anielskim uśmiechem na ustach, odpowiedziała mi z mocnym niemieckim akcentem. 80€ (ojro). Zabrakło mi tchu, a w moich oczach pojawiły się gwiazdy. Grzecznie podziękowałam i pogodziłam się z hotelową suszarką.

W końcu dotarliśmy do hotelu, zjedliśmy kolację, wypiliśmy piwo i w całym tym ambarasie spędziliśmy przemiły wieczór. Budzik zadzwonił o 3:25. Na lotnisku byliśmy około czwartej rano. Kawiarnie sprzedające życiodajną kofeinę były jeszcze zamknięte. Egzystencja w tych warunkach wydawała się być trudniejsza niż, jestem skłonna to przyznać.

skrzydło
Źródło: Madame Fleurette

Podczas lotu, witało nas Słońce.

W mieszkaniu, przywitało mnie kocie miauczenie. Ucieszył się, że wróciłam. Ku mojemu zaskoczeniu, ja też się ucieszyłam.


5 myśli w temacie “Voyage, voyage!

  1. Dzięki za posta, bardzo przydatny. Prosimy o więcej takich. Człowiek jak nie podróżuje to nawet nie ma pojęcia o takich przyziemnych sprawach. Nie wiedziałam, że przysługują takie rarytasy podczas opóźnienia samolotów, znając mnie spałabym na lotnisku i czekała aż mnie któryś samolot zabierze 😀 Historia z majtkai – super 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s