Choinki w tym roku nie będzie

choinka
Źródło: pixabay.com, Karolina Grabowska

Wiem, że spora część z Was po przeczytaniu tytułu stwierdziała, że wpis będzie smutny jak życie Ebenezera Scrooge’a. Ale jestem przekonana, że znalazło się również kilku, takich samych jak ja dewiantów, którzy pomyśleli: no i zajebiście! Post dedykuję tej drugiej grupie. Jeżeli znacie osoby, których stosunek do świątecznej rzeczywistości jest zbliżony do mojego, to podeślijcie im proszę link do tego tekstu. Chciałabym żeby ludzie mający podobne poglądy mieli szansę się jednoczyć. Szczególnie w tym podniosłym czasie!

Nie znoszę świątecznych dekoracji. Właściwie to nie jestem największą fanką Bożego Narodzenia w ogóle. Nie przepadam za wszelkimi, sztucznie napompowanymi eventami. Nie ważne czy mowa o kampanii wyborczej czy o świętach. Oba wydarzenia, choć z pozoru całkiem różne, mają wspólny mianownik. Z lekka trącą fałszem. Gwiazdka nie wygląda wcale jak w reklamie czekolady Lindt. A przede wszystkim drażni mnie to, że jest jej wszędzie za dużo, jeszcze na długo zanim się zacznie. Ozdoby w witrynach sklepowych od połowy listopada. Już początkiem grudnia kobiety zaczynają rozmawiać wyłącznie o tym, że nie zdążą upiec ciasteczek z piętnastu kilogramów mąki, umyć okien, albo odkurzyć sufitów na czas. Promocje na prezenty nawet w osiedlowym mięsnym. Hordy gawiedzi wszędzie, gdzie tylko można uszczuplić swoje zasoby finansowe w celu nabycia drogą kupna dóbr doczesnych. Korki na mieście a w radiu George Michael, od 34 zim lamentuje nad zawodem miłosnym z minionego roku. (Oczywiście nie sposób nie docenić walorów artystycznych utworu. Moim ulubionym są ujęcia tyłu obcisłych dżinsów gwiazdora w teledysku). Jak widzę twarz Mikołaja w spocie Coca-coli to mnie mdli od tej słodyczy. I wiem dobrze, że jest nas więcej.

Wracając do świątecznych dekoracji. Nie trawię ich, dlatego że są wszędzie, a większość z powszechnie dostępnych artykułów roztacza wokół siebie woń Chin (nuty głowy: tandeta i infantylizm, nuty serca: tani plastik i toksyczny klej uniwersalny). Jednak najbardziej nie lubię bożonarodzeniowych rekwizytów dlatego, że po całym zamieszaniu trzeba je sprzątać. Sama nie wiem czy jestem bardziej wyrachowana czy pragmatyczna, ale czy próbowaliście kiedyś zmyć sztuczny śnieg z szyb? Ja próbowałam. Raz. To był pierwszy i ostatni raz. Żadnych stroików. Igły się z tego sypią, wosk z zapalonych świeczek zalewa meble. Lampki? Za pieniądze, które wydałabym na prąd wolę sobie kupić buty. Ponadto nie znajduję upodobania w tym, że jakaś girlanda, gwiazda, renifer, jeleń czy inny parzystokopytny rodem z Państwa Środka, miga mi w oknie. Jedyna świąteczna ozdoba jaką toleruję to choinka. Ale w tym roku nie będzie nawet drzewka. Bo się nie wyrobiłam. Nie żebym miała jakoś wyjątkowo dużo zajęć. Po prostu nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak i kiedy, pierwsza połowa grudnia umknęła mi po cichu. Osiemnastego po raz pierwszy pomyślałam o kupnie iglaka i piętnaście sekund później stwierdziłam, że skoro za trzy dni lecimy na święta do Francji, to stawianie w salonie daru lasu objuczonego bibelotami jest zupełnie pozbawione sensu. Co prawda, wyobrażam sobie ile radości drzewko przyniosłoby kotu, ale nie sądzę bym miała dość cierpliwości żeby znieść jego fascynację sterczącą z podłogi zieleniną, która aż prosi się o to by ją eksplorować.

Boże Narodzenie we Francji jest fajne i niefajne zarazem. Niefajne dlatego, że podczas Wieczerzy Wigilijnej, zgodnie z tradycją podane zostaną ostrygi. Owszem, nie reaguję na karpia przesadnie entuzjastycznie, ale jest on wciąż lepszy, niż słone małże z octem i cebulą połykane bez gryzienia. Dodam tylko, że mięczaki kończą swój żałosny żywot, dopiero kiedy połącza się z sokami trawiennymi w żołądku. Dźgnięte w muszli widelcem wciąż jeszcze się ruszają. A na koniec tego brutalnego mordu w ustach pozostaje posmak surowej ryby i cebuli! Sama myśl o tym co mnie czeka wywołuje gęsią skórkę na całym ciele.

Ale jest coś, co przywraca mi wiarę w magię Świąt. W rodzinie Monsieur Fleurette są małe ludziki, które wierzą jeszcze w Świętego Mikołaja. Co roku w Wigilię przed kolacją wychodzą z mamą do ogrodu szukać pierwszej gwiazdki. W tym czasie cała reszta rodziny transportuje prezenty pod choinkę. Ile jest w tych błękitnych oczach nadziei, radości i autentycznej wiary w to, że Père Noël przyleciał niepostrzeżenie i przywiózł nagrody, dla wszystkich tych, którzy byli w mijającym roku grzeczni. W Polsce tego nie mam. Ostatnie dziecko w najbliższej rodzinie osiągnęło w tym roku pełnoletniość. I już dawno temu dołączyło do rodzinnego grona zgorzkniałych cyników. Święta są po prostu kolejnym powodem skłaniającym nas do wyszukanych sarkastycznych żartów. Nie oznacza to wcale, że wolę fetować we Francji. Wręcz przeciwnie! Przepadam, za świętowaniem z moją rodziną, bo czyż jest coś przynoszącego więcej radości niż aktywne uczestniczenie w spotkaniu grupy szyderców, wzajemnie prześcigających się w tym, który jest bardziej jadowity? Nie sądzę! Każdy wyraża miłość na swój pokręcony sposób! I tego właśnie Wam życzę w te Święta. Radości, bliskości i jeszcze raz miłości!

Wesołych Świąt! Joyeux Noël!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s