Święta w Serbii

badnjak madame
Źródło: Madame Fleurette, Badnjak wykorzystany jako świąteczna dekoracja.

Boże Narodzenie i Nowy Rok obchodziliśmy w tym roku we Francji. Wróciliśmy do domu czwartego stycznia (piątek), a od soboty do poniedziałku znowu fetowaliśmy. W końcu w święta najrozsądniej jest odpocząć po urlopie.

W Serbii, gdzie przeważają wyznawcy Prawosławia, wszelkie święta religijne obchodzone są według kalendarza Juliańskiego. Oznacza to, że Boże Narodzenie przypada tutaj na siódmego stycznia. Jak w ogóle można tak żyć? Obchodzenie nocy sylwestrowej tuż przed Bożym Narodzeniem wydaje mi się ogromnie niewłaściwe! Pierwszy dzień świąt w Polsce i Serbii nie różni się wiele od siebie. Mieszkańcy byłej Jugosławii również spotykają się na łonie rodziny, spożywają potrawy znacznie podnoszące poziom cholesterolu we krwi w zbyt wielkiej obfitości, popijając je napojem wysokoprocentowym. Może wieprzowina bywa tutaj przyrządzona w nieco inny sposób niż w Polsce, no i może napój wyskokowy jest wytwarzany z owoców, a nie z ziemniaków czy żyta, ale sałatkę jarzynową z majonezem mają taką samą jak u nas! W Serbii istnieje, podobnie jak w Kraju nad Wisłą, tradycja dzielenia się chlebem. Z tą różnicą, że pieczywo to wygląda zupełnie inaczej niż nasz opłatek, a sam obrządek ma miejsce nie w Wigilię, a w dzień Narodzin Pańskich, właśnie.

Chcąc wtrącić dygresję i podzielić się pewnymi przez lata pielęgnowanymi spostrzeżeniami, muszę powrócić do sałatki jarzynowej. Wspomniane powyżej danie, najprostsza rzecz jaką w ogóle można przygotować do jedzenia, jest ciekawym zjawiskiem. Choć w każdym polskim domu przyrządzana jest z tych samych składników, według skomplikowanej receptury przekazywanej od wieków, z pokolenia na pokolenie (ugotować jarzyny, pokroić, dodać majonez), to wszędzie smakuje inaczej. Wiadomo powszechnie, że najlepszą na świecie przygotowuje moja mama. Nie oznacza to jednak, że pogardzę innymi. Kolejną cechą wspólną wszystkich świątecznych jarzynowych sałatek jest fakt, że jako ostatnie zostają w lodówce i choć po kilkudniowym przejedzeniu nikt już nie może nawet na nie spojrzeć, to wszyscy zabierają ich resztki w plastikowych pojemnikach jako poświąteczny lunch do pracy. Wiadomo, jedzenia się nie marnuje!

Wigilia Bożego Narodzenia, choć również hucznie świętowana, wygląda jednak tutaj zgoła inaczej. W ten dzień nie jada się produktów mięsnych i wieczorem zasiada do uroczystej kolacji, ale na tym podobieństwa między krajem na Bałkanach a Polską się kończą. Samo święto nazywane jest Badnji dan, od słowa Bdnjak określającego młody dąb wykorzystywany w obrzędach uroczystości świątecznych. Zgodnie z tradycją, każdego roku w wigilię Bożego Narodzenia ojciec rodziny ucinał w lesie młode drzewko dębu by wieczorem, spalić je w ognisku przed domem. Wydobywające się  z płomieni iskry miały być wróżbą, iż nadchodzący rok będzie szczególnie pomyślnym dla całej rodziny. Dziś w celu podtrzymania tradycji, na kilka dni przed szóstym stycznia w miastach sprzedawane są gałązki dębu w ozdobnej formie. Sama tradycja pochodzi z czasów przedchrześcijańskich i była kultywowana, nie tylko na terenie byłej Jugosławii, ale również w innych krajach słowiańskich.

Co roku cerkiew świętego Savy, największa prawosławna świątynia w tej części Europy, organizuje ogromne ognisko, gdzie całe rodziny zbierają się by być świadkami palenia drzewka. Wybraliśmy się i my. Jako turyści. Było zimno, wietrznie i padał śnieg. Śnieg jest jak graffiti. Nie można być wobec niego obojętnym, albo się go kocha, albo nienawidzi. Pan Fleurette  należy do tej pierwszej grupy. Całe dzieciństwo spędził w regionie Francji, gdzie zimą zamiast śniegu pada deszcz, jest szaro i brzydko. Dlatego pojawienie się na ziemi, nawet cieniutkiej, warstwy białego puchu budzi w nim uśpione dziecko. Widzieliście kiedyś trzydziestoletniego faceta skaczącego w łóżku z radości, że w nocy spadł śnieg? Ja widziałam. Mało tego, próbowałam spać po drugiej stronie posłania. Ja tego białego, zimnego paskudztwa nienawidzę. Spoglądając przez okno stwierdziłam, że nigdzie się nie wybieram, ale ciekawość wzięła górę. Tym bardziej, że nie mieliśmy tego dnia innych planów, a po obejrzeniu na kanapie kilku nowych odcinków ulubionego serialu zdrętwiały nam tyłki i byliśmy odrobinę przytłoczeni intrygami Białego Domu.

fajer
Źródło: Madame Fleurette, ognisko nieopodal cerkwi świętego Savy.

Gdy dotarliśmy na miejsce, ogromne ognisko płonęło już od jakiegoś czasu. Dookoła ścieżek wiodących do cerkwi porozstawiano kramy ze świątecznymi produktami takimi jak: ręcznie robione wyroby wełniane, miody, pierniki i słodycze. Połowę z nas szczególnie zainteresowało stoisko z francuskimi serami. Okazało się, że prowadzi je Francuz, wspólnik znajomego (też Francuza, który z kolei sprzedaje w Belgradzie francuskie wyroby cukiernicze). Stoisko z croisantami i pain au chocolat znajdowało się po drugiej stronie alejki, gdzie razem z naszym kolegą stali dwaj jego znajomi. Fin mieszkający w Belgradzie ze swoją dziewczyną Bośniaczką oraz Serb władający biegle pięcioma językami, który próbuje właśnie swoich sił z mową ojczystą Henryka Sienkiewicza, z całkiem niezłym skutkiem.  Z nim właśnie ucięłam sobie, krótką pogawędkę dotyczącą podobieństw i różnic pomiędzy świętami w Polsce i Serbii. Po tym jak wydaliśmy zdecydowanie zbyt dużo pieniędzy na sery, udaliśmy się  wszyscy razem do kolejnego interesującego stanowiska, gdzie rozlewano grzane wino i jak się później okazało grzaną rakiję…

Dla mnie, Polki przywykłej do procentowości plasującej się w okolicach czterdziestki, wizja grzanego mocnego alkoholu była lekko przerażająca. Francuzowi popijającemu na co dzień kilkunastoprocentowe winogronowe sikacze, tego typu grzaniec jawił się atakiem torsji. Jakież było nasze zaskoczenie gdy okazało się, że gorąca rakija jest naprawdę bardzo smaczna! Owszem mocna i uderzała do głowy bardzo szybko, ale jej słodki, lekko owocowy smak rozchodził się przyjemnie w ustach i chociaż spodziewałam się wypalenia gardła, nie poczułam w ogóle smaku alkoholu. Z pewnością dlatego tak dobrze wchodziła. W trakcie wychylania drugiego kubeczka zupełnie zapomnieliśmy o chłodzie i śniegu. Chłopcy zdecydowali się na jeszcze jedną kolejkę, ja spasowałam. Czasami poddaję się głosowi rozsądku. Postanowiłam uznać wieczór za ogromnie udany, mimo wyjątkowo niesprzyjającej aury.

Wróciliśmy do domu późno przemoczeni, zmarznięci, ale nadzwyczaj zadowoleni. Następnego dnia Serbowie mają wolne od pracy. To dobrze, bo mogą odchorować Wigilię.


6 myśli w temacie “Święta w Serbii

      1. Ja znalazłam tak: drobny kwiatek, kwiat kalafiora, flirtowanie.. Ten kwiat kalafiora pasował mi najbardziej 😉… pamiętasz skąd słowa „prozaiczna jak kalafior”..

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s