„-Nice boys don’t kiss like that. – Oh yes, they fucking do.”, czyli o tym, że filmy psują kobiety

nice boys.jpg
Źródło: Unsplash, Ashley Schulze

Ten dzień zaczął się nie najlepiej. To eufemizm jest, ale niech takim pozostanie. Uważam poranek za najgorszą część doby. Myślę, że tak właśnie wygląda piekło. W skład mojej porannej rutyny wchodzą kolejno następujące czynności: budzik (z kilkoma drzemkami, oczywiście), prysznic, KAWA (W Konstytucji powinien znajdować się nakaz rozpoczynania dnia od tego napoju, szczególnie w pracy. Jestem świadoma mojego uzależnienia. Jeżeli nie dostarczę organizmowi dziennej dawki kofeiny, to po południu zaczynam mieć objawy odstawienia). Następnie jem śniadanie, a później dzieje się reszta dnia. Tego ranka, zamiast jak zwykle udać się z sypialni do łazienki na autopilocie, poszłam do kuchni. Pan Fleurette wie, że jeżeli po przebudzeniu przypominam Samarę Morgan (a zwykle tak właśnie się dzieje), to trzeba zaparzyć mi filiżankę czarnej magii. Tak też zrobił i po chwili trzymałam w dłoniach kubek z życiodajnym eliksirem. Później wstawiłam do mikrofalówki owsiankę i kiedy zbożowo-mleczna papka była już wystarczająco gorąca, zaczęłam jej  konsumpcję. Gdzieś w połowie miski mój konkubent zorientował się, że nie ma prądu. (Owszem, na klatce wisiała jakaś kartka, ale była ona zapisana tymi ich zabawnymi literkami, więc nie zadaliśmy sobie nawet najmniejszego trudu żeby spróbować ją zrozumieć). Brak prądu oznacza brak ciepłej wody. Tak się składa, że nie mogłam tego dnia pozwolić sobie na wyjście z domu bez kąpieli. Pomyślałam, że nie będzie tak źle. Chociaż zimą nie zwykłam praktykować tego zwyczaju, to latem kiedy jest niemiłosiernie gorąco, często biorę zimny prysznic. Nie wzięłam pod uwagę tego, że w miesiącach letnich zimna woda w rurach wodociągów jest cieplejsza niż zimą (internet powiedział mi, że w grudniu średnia temperatura zimnej wody wodociągowej wynosi około 5℃, w sierpniu nawet o kilkanaście stopni więcej).

Najpierw uderzyło mnie nieprzyjemne uczucie chłodu, a później czerep całkowicie mi zamarzł. Wszystkie mięśnie na mojej głowie (włącznie z twarzą) zdrętwiały, a płuca przestały napełniać kanaliki powietrzem. Ale było już za późno na odwrót. Włosy były całkiem mokre, a skoro łepetynę już zmoczyłam to doszłam do wniosku, że zahartowana, wytrzymam również płukanie. Było jeszcze gorzej niż za pierwszym razem, bo żeby spłukać pianę musiałam trzymać głowę pod strumieniem wody dłużej. Nadzieją napełniała mnie myśl, że po nieszczęsnym myciu ukoję skalp strumieniem ciepłego powietrza z suszarki. Tak, ci co bardziej inteligentni zdążyli już się zorientować, że skoro nie ma prądu to suszarka też nie działa, ja o tym nie pomyślałam. Na zewnątrz siarczysty mróz. Za półtorej godziny miałam spotkanie. Nie było szans na to żeby do tego czasu moje kudły wyschły, a wizja dotarcia na umówione miejsce z soplem na głowie nie napawała mnie entuzjazmem (kolejny eufemizm). Zrobiłam sobie herbatę by się rozgrzać i zaczęłam wymyślać wiarygodne wymówki na przełożenie spotkania. Prąd wrócił. Ucieszyłam się niezmiernie i postanowiłam dokończyć gorący napój, wraz z którym wlewało się we mnie przyjemne ciepło. A potem zmieniłam zadnie, bo w sumie makówkę miałam dalej zahibernowaną. To była jedyna dobra decyzja tego poranka. Kiedy włosy były jeszcze lekko wilgotne wyłączono prąd ponownie. Nie wrócił już przed moim wyjściem. Tym samym wyczerpała się dawka mojego farta na tę dobę.

Powiedzmy, że reszta dnia nie poprawiła wcale, mojego zrujnowanego rankiem, nastroju. Francuz pojął w mig, że coś trzeba z tym zrobić i włączył tryb „Mister Fixer”, który zwykle doprowadza mnie do szału (Mister Fixer na pewno doczeka się osobnego wpisu). Wtedy jednak doceniłam jego starania. Zaproponował mi żebym wzięła kąpiel (tym razem w gorącą). Kiedy wyszłam z łazienki, w salonie czekało już otwarte wino, czekolada i Dziennik Bridget Jones. No dobra, Bridget włączyłam sama, ale zniósł to z pełną bólu godnością.

(Darmowa porada dla czytelników płci męskiej. Jak Wasza partnerka ma kiepski dzień, to wyżej wymieniony tercet zwykle świetnie działa na poprawę jej nastroju. Chyba, że to Wy jesteście powodem dołka. Wówczas zrezygnowałabym z filmu. Stworzenie możliwości bycia porównanym do przystojnego ideału będącego adwokatem zajmującym się obroną Praw Człowieka, kiedy Ty jesteś dalekim od tegoż ideału niewysokim mechanikiem z lekką nadwagą, nie jest rozważnym krokiem i może jeszcze pogorszyć sprawę.)

My, kobiety kochamy Pannę Jones z trzech powodów. Primo. Całokształt twórczości londyńskiego prawnika, który lubi główną bohaterkę taką jaka jest. Wiadomo, dobrze jest lubić siebie samą, ale jeżeli miałabyś szansę żeby polubił Cię Mark Darcy, to czy pozwoliłabyś sobie ją zmarnować? Secondo. Na tle Bridget zawsze wypadamy lepiej. Żadna z nas nie jest tak rozkoszną życiową fajtłapą jak ona. A jednak, pomimo niekończących się pasm porażek, heroina zawsze zrobi wszystko by dopiąć swego, a jej historia kończy się zasłużonym happy endem. Może nawet banalnym, ale czyż nie w tym cały jej urok? Terzo. Pupa Daniela Cleavera. Nie wymaga komentarza.

Popijałam wino, śmiejąc się do rozpuku z niebieskiej zupy, kiedy naszła mnie refleksja, że filmy psują kobiety. Bo każda z nas zna jakiegoś Daniela Cleavera. Piotrusia Pana-egocentryka, który na odchodne wyrzuca z siebie „zostańmy przyjaciółmi”, ale ile z nas miało okazję poznać Marka Darcy, który na co dzień usmaży omleta dla przyjaciół, a jak trzeba to wyciągnie z tajskiego więzienia i spłodzi syna? No nie ma ideałów, a kino wmawia nam, że są. Zaczyna się do bajek Disney’a. Pozwala dziad wierzyć dziewczynkom, że dla każdej się jakiś znajdzie. Jak dla Śpiącej Królewny i Śnieżki był przeznaczony książę, to dlaczego miałoby nie być takowego dla mnie? A w rzeczywistości książęta wcale nie zjawiają się w naszym życiu dosiadając białych koni (może dlatego, że w dzisiejszym świecie hippika nie jest specjalnie popularnym środkiem transportu). Warto jednak pamiętać, że obie wymienione powyżej bohaterki mają królewskie rodowody, a przysłowie mówi, że ciągnie swój do swego. Dlatego największe pranie mózgu serwuje nam historia Kopciuszka. No bo jak ona mogła mieć księcia, to każda może (notorycznie pomija się fakt, że Kopciuszek też pochodziła z arystokratycznego rodu). Jak robimy się nastolatkami to kino wciąż szprycuje nas coraz to nowymi wersjami Kopciuszka. Zaczynamy zauważać, że książęta mają wady. Jeden ma kły, inny jest sparaliżowanym melancholikiem-fatalistą, ale schemat ciągle pozostaje ten sam. Dziewczyna wyrzutek staje się obsesją mniej lub bardziej książęcego księcia. Znajdą się również kopciuszki dla dorosłych dam, skrojone na miarę swoich czasów. Od córki szofera powracającej ze szkoły gotowania w Paryżu (w tej historii, co ciekawe, główna bohaterka kończy z bratem księcia). Przez prostytutkę z Beverly Hills. W tym przypadku twórcy posunęli się nawet do bezpośredniego nawiązania do bajki. W scenie rozmowy z przyjaciółką, Vivian pyta Kit o przykład udanego związku pomiędzy dziewczyną taką jak ona i bogatym facetem z klasą. W odpowiedzi dostaje kultowe już „Cinde-fuckin’-rella!”. A gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze miejsce dla przeuroczej Bridget.

Tego typu filmy sprawiają, że współczesne kobiety zawieszają poprzeczkę bardzo wysoko. Zadecydowanie zbyt wysoko dla przeciętnego mężczyzny. Nic więc dziwnego, że współcześni gentlemani nie są w stanie podołać kobiecym wymaganiom. W końcu nie są ideałami, więc jak w ogóle mogliby uczynić zadość tym górnolotnym żądaniom. Piszę ten tekst i oczami wyobraźni widzę moich męskich czytelników kiwających głowami nad swym ciężkim losem. Och biedactwa! Chyba się rozpłaczę! Wasze życie jest takie ciężkie, nie do zniesienia wręcz! Jak żyć?!

Drogie samce, Was filmy tez psują, ale to jest zupełnie inny rodzaj kina…


3 myśli w temacie “„-Nice boys don’t kiss like that. – Oh yes, they fucking do.”, czyli o tym, że filmy psują kobiety

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s