Seksizm

alvaro-reyes-492373-unsplash.jpg
Źródło Alvaro Reyes, Unsplash

Plan był prosty. W piątkowy wieczór jemy kolację w domu. Wyszukaną, przygotowaną wspólnie (jajka sadzone i ziemniaki z koperkiem lub jakiś inny przepis w stylu Marthy Stewart). A później idziemy do małego baru naprzeciwko na drinka. Cieszyła mnie ta wizja niezmiernie bo od dłuższego czasu miałam ochotę na mój ulubiony koktajl – whisky z colą, choć prawdą jest, że wolę go jednak bez coli. Plan zacny, aczkolwiek spalił na panewce, gdyż tego wieczoru Pan Fleurette utknął w pracy. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak nalać sobie szklaneczkę single malt z barku, włączyć serial i strzelić focha jak już dotrze do domu.

Wrócił wcale nie tak późno, ale byłam już w piżamie, a że dopuścił się obrazy mojego majestatu, musiał znaleźć sposób by mi ową ujmę wynagrodzić. Obiecał, a obietnic się dotrzymuje. I muszę przyznać, że się postarał. Następnego dnia zaprosił mnie na randkę. Uprzedził żebym wskoczyła w sukienkę, szpilki i wieczorowy makeup. Tak też zrobiłam. Restauracja znajdowała się w starej części miasta. Była gustownie, acz minimalistycznie urządzona w zimnych odcieniach brązu i beżu. Jej zewnętrzna ściana, wykonana ze szkła pozwalała gościom raczyć się widokiem na Dunaj i Nowy Belgrad (o tej porze roku niespecjalnie korzystnie się prezentujące, jednak latem zapewne kojąco zielone). Konsumpcję wyszukanych dań umilał gościom zespół grający na żywo leniwy jazz. Po nich wystąpiła pianistka, która na zakończenie swojego recitalu akompaniowała dziewczynie nucącej nastrojowe bossanowy. Szefem kuchni  jest Francuz gotujący do tej pory w ojczyźnie. Tam też zdobył cztery  gwiazdki Michelina dla Paryskiej restauracji, w której wcześniej pracował. Skąd się wziął w Belgradzie, nie wiem. Dlaczego to popełnił? Tego w ulotce nie napisano, ale zapowiadało się pysznie. I było pysznie! Kolacja składała się z ośmiu (!) dań (2 zimne przystawki, 2 ciepłe przystawki, makaron,  danie główne i 2 desery). Porcje na szczęście były idealnej wielkości, na tyle małe że w trakcie kolacji nasze trzewia nie eksplodowały z hukiem, ale zarazem na tyle duże, że wyszliśmy z knajpy nasyceni i ukontentowani.

Skoro lokal był przyjemny, jedzenie pyszne, a proseco uderzało do głów niezbyt szybko, to o  co tyle hałasu? Nie pasowaliśmy do tego miejsca. Pan Fleurette dlatego, że nie przekroczył jeszcze 50-tki i jego brzuch nie wylewał się swobodnie kaskadą znad paska. Ja nie pasowałam do miejsca, bo miałam na sobie zbyt mało projektów Gucci (w zasadzie to żadnego), a w sobie zbyt mało silikonu (w zasadzie to wcale). Klientela lokalu nie należała do specjalnie zróżnicowanej. Poza nami i grupą turystów o nordyckim typie urody, stoliki były obsadzone przez odzianych w garnitury i białe koszule z grubej bawełny panów w okolicy 50-tki i bardziej lub mniej wyeksponowane silikonowe piersi w moim wieku lub młodsze. Miejsce było eleganckie, to i konsumenci zachowywali się w sposób kulturalny. Jednak po pewnej dawce alkoholu garda pozorów zaczęła się opuszczać i można było oglądać prawdziwe szoł! Ogromnie interesująco, z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, wygląda grupa panów w średnim wieku, na bani, którzy niemal ślinią się na widok rozkołysanych bioder opiętych wyzywająco elastanem. Ogromnie zabawnie jest wiedzieć jak niewiele potrzeba by zdobyć chwilową przewagę nad stworzeniem, które nie posiada w organizmie wystarczającego wolumenu krwi, by kontrolować w tym samym czasie zarówno mózg, jak i penisa. Zabawnie i niesmacznie zarazem.

Przygoda ta przywodzi na myśl kontrowersyjną wypowiedź, francuskiego pisarza Yanna Moix sprzed kilku miesięcy, który w wywiadzie dla kolorowego magazynu dla kobiet powiedział, że nie może zakochać się w 50-latce, bo jest na to za stara i za brzydka, za to ciała 25-latek nazwał niezwykłymi (mniej więcej w tych słowach). No i wylała się na faceta fala hejtu, że cham, że prostak, że seksista. I ja zupełnie nie popieram tej, skierowanej ku niemu, mowy nienawiści. Powiedział co wiedział. Woli młodsze, ma do tego prawo. Zresztą nie ma w jego wypowiedzi nic szczególnie odkrywczego. Założę się, że 50-latki też wolą ciała 25-latków. Mało tego! 25-latki także pociąga jurność ich rówieśników! Panowie w okolicy 50-tki również nie są wystarczająco seksowni żeby kobiety o połowę młodsze mogły się w ich ciałach zakochać. Oczywiście można znaleźć wyjątki potwierdzające regułę, jak Anton Nilsson na przykład czy Garret Swann, których przyprószone siwizną skronie (i torsy) przyprawiają płeć niewieścią o szybsze bicie serca. (Nie muszę chyba dodawać, że panu Moix daleko do wyglądu modela). I bynajmniej nie twierdzę, że 25-latka nie może mieć udanego związku z facetem dwa razy od niej starszym. Bo on ją może fascynować, na wielu płaszczyznach. Może ją rozpalać jego intelekt (nie oszukujmy się jej rówieśnicy zwykle wyżyn intelektualnych jeszcze nie osiągnęli). Może ją kręcić jego hobby, stabilność, pozycja, albo nielimitowana karta kredytowa, ale nie jest to jego ciało. Bo chociaż w dobrze skrojonym garniturze może prezentować się nawet nieźle, to niestety pod nim pewne sprawy flaczeją. A to nie jest sexy.

Pewna mądra kobieta powiedziała mi kiedyś, że 50-tka to dla faceta nie jest wiek, tylko diagnoza jego stanu mentalno-emocjoonalnego. Cóż… Seksizm działa w obie strony. Ale kiedy się zaczyna? Gdzie jest granica pomiędzy nim a odwieczną walką płci?


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s