O tym jak Serbowie reagują na obcokrajowców

Kneza Mihaila – reprezentacyjna ulica Belgradu. Obraz GoodMate z Pixabay.

Jacy są Serbowie dla Chorwatów czy Bośniaków, tego nie wiem, bo chociaż kwestia konfliktu na Bałkanach jest tutaj wciąż żywa, to podczas rozmów z obcokrajowcami staje się tematem tabu. Część Serbów uważa że to są ich wewnętrzne sprawy, a historia pokazała, że mieszanie w nie obcych niekoniecznie wychodzi im na dobre. Inni są przekonani o braku zrozumienia ich punktu widzenia przez osoby z zewnątrz. I kto jak nie my, Polacy może się z tym niezrozumieniem lepiej utożsamiać? Spróbujcie kiedyś mieszkańcowi Europy Zachodniej wspomnieć o Polaków, historycznie uwarunkowanej, rezerwie wobec Rosji. Spotkacie się z ogromnym zdziwieniem, bo przecież jako kraj Bloku Wschodniego winniśmy Matkę Rosję kochać ze wszystkich sił. Niestety obcokrajowcy bardzo niewiele wiedzą o historii Polski, tak jak i my mamy szczątkowe informacje na temat dziejów innych krajów, w tym również Jugosławii. Ten punkt prowadzi bezpośrednio do ostatniego powodu, dla którego temat wojny nie jest poruszany wśród cudzoziemców. Propaganda. Jakkolwiek ono nie brzmi, to nie waham się użyć tego słowa. Serbowie są do bólu świadomi tego, że podczas konfliktu w 1999 roku, w mediach zagranicznych przedstawiani byli jako ci źli co to krzywdzili inne nacje. Cóż, szkoda tylko, że w życiu rzadko kiedy wszystko bywa biało-czarne, a szczególnie tutaj na Bałkanach. Ja bynajmniej nie staram się zrobić z Serbów męczenników, ale Chorwatów, Albańczyków czy Bośniaków też nie nazwałabym prowadzonymi na rzeź niewinnymi owcami. A o tym dwadzieścia lat temu serwisy informacyjne jakoś zapominały wspomnieć.

Jestem za to w stanie opowiedzieć jacy są owi gorącokrwiści mieszkańcy Bałkanów wobec Polaków i Francuzów. Serbów, zwłaszcza tych wielkomiejskich, ciągnie do Zachodu. W związku z tym, podobnie zresztą jak część Polaków, mają oni kompleks wschodnioeuropejski. No, bo wiadomo. Bieda, nie ma pieniędzy na podróże, ciuchy od Tommiego Hilfigera i inne przyjemności. Cudzoziemcom zawsze chcą pokazać się z jak najlepszej strony, dlatego właśnie obcokrajowiec, jest witany w Serbii z otwartymi ramionami. Spotykam się tutaj z życzliwością z jaką nigdy nie miałam do czynienia w Polsce, a już na pewno nie we Francji. Lubię prosić ludzi w Belgradzie o pomoc, bo wiem, że zawsze ją otrzymam i zwykle przewyższy ona moje oczekiwania.

Jakiś czas temu poszliśmy w góry. Nasz problem polegał na tym, że nie wiedzieliśmy, że będziemy się wspinać. Mieliśmy zrobić sobie dwugodzinny spacer wzdłuż rzeki od jednego monastyru do drugiego (mniej więcej w ten sposób przedstawiono nam ową trasę). Zaopatrzyliśmy się więc w sandały i filtr słoneczny. W rzeczywistości przebrnęliśmy słabo przygotowany, kamienisty szlak górski. Po prawie dwóch godzinach marszu, w ponad 30 stopniach i parnym lesie pełnym komarów, błota i węży (widzieliśmy 2 żmije i zaskrońca, wolę się nie zastanawiać nad tym ilu nie udało się nam zobaczyć) wykończeni, stanęliśmy przed dylematem, wracać czy brnąć wciąż do celu naszej wędrówki. Zdecydowaliśmy się na opcję dotarcia do monastyru numer dwa z nadzieją, że kursują stamtąd jakieś autobusy, taksówki, helikoptery, riksze, cokolwiek co mogłoby zabrać nas do miejsca, gdzie zostawiliśmy samochód. Wizja uciekania po raz wtóry od węży i komarów, przez las, w sandałach, trochę mnie odstręczała. Na miejscu okazało się, że ni autobusy, ni taksówki, ani żadne inne środki transportu nie kursowały stamtąd w stronę naszego samochodu. Ale w związku z tym, że było to miejsce kultu religijnego, w niedzielne przedpołudnie roiło się tam od ludzi. Poszłam, więc do baru (znajdującego się naprzeciwko cerkwi, po drugiej stronie wąskiej jak wstążka, uliczki. W życiu nie widziałam takiej mordowni tak blisko miejsca kultu religijnego) i poprosiłam o pomoc. Nikt z obsługi nie władał angielskim, ale, że mój ojczysty język i Serbski są do siebie podobne, to jakoś się dogadaliśmy. Poinformowano mnie grzecznie, że musimy wracać na piechotę. Pomyślałam wtedy, że się tam rozpłaczę. Widząc moją żałosną minę, od jednego z pobliskich stolików wstał mężczyzna w średnim wieku i płynną angielszczyzną z typową południowo-amerykańską manierą, uprzejmie poprosił mnie, żebym wyjaśniła mu sytuację, w której się znaleźliśmy. Nasz wybawca, Serb mieszkający na co dzień w Gorgii (USA), był członkiem pielgrzymki autokarowej, która akurat jechała w kierunku naszego auta. Podrzucili nas choć nie mieli już miejsc, nie pozwolili sobie zapłacić za przysługę i nauczyli śpiewać serbską pieśń religijną. Tak się tutaj traktuje obcokrajowców!

Jeżeli chodzi o opinię Serbów o Francuzach mieszkających na Bałkanach, to często spotykam się z mniemaniem, iż żabojad w byłej Jugosławii musi mieć życie jak król. Wynika ono głównie z nieznajomości poziomu arogancji rodaków Napoleona. Im wszędzie wydaje się, że są Ludwikiem XIV. Podsycanie owego mylnego przekonania uważam za wielki błąd. I zalecam zwykle zaniechanie wygłaszania podobnych poglądów.

Stosunek do Polaków i mieszkańców innych krajów Europy Środkowej jest tutaj zgoła inny. Wygląda jakby jego rozwój zatrzymał się gdzieś na przełomie lat 70 i 80 minionego stulecia. W Polsce szalały wtedy kryzys gospodarczy i hiperinflacja. W zdecydowanie wówczas bardziej zamożnej Jugosławii, gdzie wciąż odczuwalne były skutki boomu gospodarczego z początku lat 70-tych, życie wiodło się o wiele lepiej. W przeciwieństwie do naszych rodaków, którzy w tym czasie mieli bardzo niewiele, mieszkańcy obecnej Serbii, posiadali dostęp do wszystkiego. Na szczęście dla nas, sytuacja ta się odwróciła i średnia płaca w Polsce jest obecnie około trzykrotnie wyższa niż w Serbii. Niemniej jednak wciąż zaskakuje mnie, to, że przedpotopowy stosunek do poziomu rozwoju ekonomicznego Polski, Czech czy Słowacji, ma również część młodych, dobrze wykształconych i regularnie wyjeżdżających poza granice byłej Jugosławii Serbów. Mówi się nawet, nieoficjalnie oczywiście, że jak się w Belgradzie szuka pani do prowadzenia domu, to powinna nią być Słowaczka, nie mając świadomości tego, że żadna Słowaczka o zdrowych zmysłach nie wyjedzie dziś do Serbii z przyczyn ekonomicznych.

A Polka? Wciąż pokutuje wśród niektórych Serbów przeświadczenie, że w Polsce jest tak samo jak u nich, albo nawet gorzej. Gdy słyszę takie słowa to uśmiecham się tylko, bo nie chcę być nieuprzejma i powiedzieć z nutą sarkazmu w głosie, że w Polsce, tak jak tutaj, to było 20 lat temu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s