Obrońcy Polskich Macic

Obraz Karen Warfel z Pixabay 

Tytuł niniejszego tekstu nie jest niestety moim pomysłem, ale zapożyczeniem z jakiegoś przeczytanego w internecie tekstu bądź komentarza, niewiarygodnie trafnie opisującym stan ducha mężczyzn, którym wydaje się, że mają niezbite prawo do wpychania nosa w cudze sprawy, szczególnie w damskie sprawy.

Ja i Pan Fleurette mamy wspólnych znajomych, ponieważ przez jakiś czas obracaliśmy się w tym samym środowisku. Pochodzą oni zarówno z Polski, jak i innych krajów Europy. Mój partner wciąż spotyka regularnie niektóre osoby z owego grona. Ja odkąd przeprowadziłam się do Serbii nie mam już kontaktu z większością z nich. Żałuję, że moja znajomość z niektórymi umarła śmiercią naturalną, pozostali nie mogliby obchodzić mnie mniej. Z bohaterem dzisiejszej opowieści nie łączy mnie nic poza narodowością, skłonnością do sarkazmu (u mnie znacznie bardziej wyrafinowanego) i pewną przygodą, kiedy to, będąc damą w opałach potrzebowałam pomocy zestawu mięśni, bo sama nie byłam w stanie wykonać dość ciężkiej pracy fizycznej. Tak się złożyło, że akurat on się wówczas napatoczył i pomógł mi. Za co będę mu dozgonnie wdzięczna, która to dozgonna wdzięczność najwyraźniej jest ode mnie przezeń oczekiwana.

Podczas ostatniego spotkania Pana Fleurette z owym znajomym, Francuz był zmuszony wysłuchać opowieści o naszej wspólnej przygodzie, po raz kolejny, gdyż historia tegoż incydentu musi zostać wygłoszona przezeń przy każdej nadarzającej się okazji. Na koniec swojego wywodu Polak zapytał jak się mam i dodał zdanie, w sposób wybitny puentujące jego stan ducha. Wy cudzoziemcy zawsze zabieracie nam najlepsze dziewczyny!

Dawno żaden głupi tekst tak mnie nie rozsierdził jak przytoczona powyżej wypowiedź. Dlaczego wydaje się zupełnie obcemu mi facetowi, że ma prawo oceniać mnie w jakikolwiek sposób? Absolutnie bez znaczenia jest to czy owa opinia będzie pozytywna czy negatywna. Przypięcie łatki najlepszej bynajmniej mi nie schlebia, bo tego typu osąd, którego genezy nie pojmuję, uważam za niewart funta kłaków. Kiedy urosłam do rangi najlepszej i dlaczego do cholery, jeżeli ktoś ma tak niewiarygodnie pochlebne zdanie o mojej osobie, nie raczy przedstawić go mnie osobiście. Za to pozwala sobie na podobny komentarz wobec osób postronnych? Od kiedy to mieszkanki Kraju nad Wisłą stały się własnością polskich facetów żeby to ktoś miał nas im odbierać? Jaki trzeba mieć tupet by uważać, że w ogóle wypada palnąć (albo pomyśleć) takie zdanie w podobnej sytuacji!

Absolutnie nic nie stało na przeszkodzie żadnemu Polakowi żeby sobie mnie zabrał. Zanim zaczęłam spotykać się z Panem Fleurette przez ponad dwa lata byłam zadowoloną z życia singielką i nie licząc kilku zaaranżowanych przez bliskie mi osoby, mniej lub bardziej, niezręcznych spotkań z mężczyznami, żaden polski facet, któremu później rzekomo zostałam odebrana, nie pokwapił się by zaprosić mnie na prawdziwą randkę! A dodam, że nie jestem trędowata, całkiem atrakcyjna i niegłupia ze mnie babka! Być może, kilku z nich wysyłało do mnie nieśmiałe sygnały, ale Boże drogi! Jestem dorosłą kobietą i wiem czego chcę, a już na pewno wiem czego nie chcę! Wiem, że nie chcę mężczyzny, który wstydzi się powiedzieć mi „hej, chciałbym zaprosić cię na randkę”! Subtelne złośliwości, lekkie szturchanie w bok i strzelanie z ramiączek stanika jest skutecznym aktem podrywu wśród gimnazjalistek (teraz to już chyba ósmoklasistek). Dorosła kobieta potrzebuje jasnego komunikatu, bo ona nie ma już ani czasu, ani ochoty trwonić życia na analizę tego, co mężczyzna mógł mieć na myśli. Ktoś pewnie powie, że użalam się nad sobą, bo nie miałam powodzenia. Pudło! Nigdy nie narzekałam na brak zainteresowania płci przeciwnej. Zresztą powodzenie uważam za bardzo słabą walutę bo zdecydowanie wyżej cenię sobie zainteresowanie faceta, na którym mi zależy, niż umizgi całej rzeszy tych, którzy są dla mnie warci tyle co znaczek pocztowy dla numizmatyka.

Dopiero kiedy stało się oficjalnym, że spotykam się z Francuzem okazało się, że moje notowania jakby wzrosły. Przeobraziłam się w towar luksusowy, bo cały mój zestaw cech, to co najwyraźniej wydawało się być niewystarczająco interesujące, by zaryzykować dlań odpowiedź odmowną podczas zaproszenia mnie na randkę, dla kogoś egzotycznego stało się strzałem w dziesiątkę. Wcześniej nie zostałabym określona jako najlepsza, bo przecież jestem pyskata, bywam wulgarna, czasami nawet wredna. Daleko mi do miłej dziewczyny, którą rodzice polubiliby od pierwszego wejrzenia, ponieważ nie śmie mieć własnego zdania, i żyje się z nią bezproblemowo. Ale to przestało mieć znaczenie gdy zaczął interesować się mną cudzoziemiec. Mało tego! Na wieść o tym, że nasz związek jest na tyle poważny, by zdecydować się na wspólne życie, w oczach wielu polskich mężczyzn dostrzegłam niedowierzanie. Pojawiały się pytania Ale jak to? Wybierasz jego zamiast nas? Poprzewracało Ci się w odwłoku i myślisz, że Polacy nie są dla Ciebie wystarczająco dobrzy? Nie, nie wybieram Francuza, tylko człowieka, który jest na tyle silny i pewny siebie by się mną zaopiekować i wziąć odpowiedzialność za nasz związek. Jego narodowość nie ma w tym względzie najmniejszego znaczenia! A rycerzom zakonu Polek nieskalanych spółkowaniem z mężczyzną obcej krwi nic do tego!

Obrońcy polskich macic mają chyba tylko dwa wyjścia. Mogą przestać narzekać na to, że inni ograbiają je z najlepszych kandydatek na żony, ruszyć abdomen i zrobić coś żeby je zatrzymać. Albo mogą też dalej płakać nad swoim smutnym losem, a w tym czasie eleganccy Włosi i przystojni Norwegowie będą zabierać im najlepsze dziewczyny na randki, ale nie do najbliższego Starbucksa, tylko do Mediolanu i Geiranger!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s