Popychadło

Źródło: 5688709, Pixabay

Spotkali się po latach w centrum handlowym. Ona była wówczas w odwiedzinach u rodziców, jej mamie zabrakło ziemniaków do obiadu. On wyskoczył w trakcie przerwy na lunch do apteki po pastylki na ból gardła dla żony. Już dawno temu postanowił ułożyć sobie życie w rodzinnym mieście, blisko swojej mamy, z którą był od zawsze związany mocniej niż winien być dorosły mężczyzna.

Na jego widok, zareagowała zwyczajnym dla siebie w tej sytuacji, lekkim poddenerwowaniem, którego głównymi objawami były trzęsące się ręce i motyle w brzuchu. Zauważyła jednocześnie, że z biegiem czasu intensywność trzepotania skrzydeł wewnątrz jej żołądka znacznie zmalała. Pewno większość znajdujących się tam stawonogów zdechła ze starości, a te co jeszcze zostały, jak na złość, zawsze podrywały się do lotu gdy on znajdował się w pobliżu. Dekadę temu uważała taką reakcję swojego organizmu za naturalną, może nawet romantyczną. Tego dnia była nią odrobinę zażenowana.

Był jej pierwszą miłością. Pierwsze pocałunki na tylnym siedzeniu samochodu jego ojca czy niewinne pieszczoty na trawie w wakacyjny wieczór, tuż po zamknięciu bram parku, wspominała po latach z rozrzewnieniem. Chociaż ich rozstanie nie było piękne, bo ona przypłaciła je sporą dawką łez, żalu, przygnębienia, może nawet depresji, a on garścią niezadowolenia i pogardy (bynajmniej nie wobec samego siebie), to w zakamarkach pamięci zachowali jedynie dobre chwile. Wiadomo nie od dziś, że ludzki mózg posiada taki sprytny mechanizm, który, dla dobra zdrowia psychicznego jednostki, wymazuje z jej pamięci negatywne emocje.

A było co wspominać, bo chociaż on w ten niezwykle krótki związek nie zaangażował się emocjonalnie nadzwyczajnie mocno (albo wcale), to musiał przyznać przed sobą samym, że zawsze ją lubił. W końcu znali się na długo przed tym jak zaczęli być parą i wypracowali wspólnie relację, nazwanie której zażyłością nie byłoby wielką przesadą. Prawdą jest, że ów afekt, na co dzień raczej zapomniany, odżywał wówczas gdy on akurat, wylatywał ze studiów, rozstawał się z kolejną dziewczyną, albo z jakiegoś innego powodu w jego życiu pojawiała się dziura, w którą należało coś/kogoś wepchnąć. Była w tych chwilach idealną kandydatką, od lat zakochana w nim na zabój, zawsze czekała w pogotowiu, by osłodzić mu gorzką stronę życia.

Kiedy wpadli na siebie na ruchomych schodach galerii handlowej nie chciała cofać się myślami do negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie, uśmiechnęła się na jego widok. Zamienili kilka zdań. Wymienili zdawkowe uprzejmości i pożegnali się szybko w lekko niezręcznej atmosferze, będącej wynikiem tego, że żadne z nich nie wiedziało jak powinno się w danej sytuacji zachować. Jeszcze tego samego wieczoru za pomocą wiadomości na jednym z popularnych mediów społecznościowych zaprosił ją na kawę następnego dnia. Nie do końca wiedząc dlaczego, przyjęła zaproszenie. Chyba po prostu była ciekawa. Tego co się stanie, tego czy się zmienił, tego czy ona się zmieniła.

Kiedy szła na spotkanie, w okolicy żołądka znowu grasowało niepokojące, skrzydlate stado. Mimo to ogarniały ją ciepłe uczucia. Podekscytowanie nie zawierało jednak seksualnego pierwiastka. Jej myśli były bliższe emocjom towarzyszącym spotkaniu z przyjaciółką, której nie widziała od dłuższego czasu, niż nagłemu wybuchowi pasji. Wiedziała, że od kilku lat miał żonę. Nigdy nie było jej dane szanownej połowicy poznać, ale słyszała od życzliwych jej ludzi, że tamta choć uderzająco piękna, to inteligencją biedaczka nie grzeszy. Ładna, ale głupia. Czyż można wyobrazić sobie coś bardziej banalnego? Niezmiennie trzymała się z daleka od żonatych mężczyzn. Uważała, że są po prostu zbyt problematyczni.

Sama nigdy nie chciała wieść życia małomiasteczkowej żony z niewielkim domkiem na ogromny kredyt. Dlatego cieszyła się swoim życiem. Mieszkała w dużym mieście z fantastycznym facetem, który się o nią troszczył. W końcu ktoś uważał, że jest wystarczająco dla niego dobra, nawet wspaniała. Była szczęśliwa. Było jej dobrze w związku z kimś i co najważniejsze, było jej dobrze w związku z samą sobą. Uświadomiła sobie, że tamto rozstanie to najlepsza rzecz jaka mogła ją spotkać. Dojrzała by zrozumieć, że żaden facet nie podnosi ani nie obniża jej wartości. Dojście do tego etapu w życiu zajęło całe wieki, ale była przekonana, że lepiej późno niż wcale.

Na początku spotkania atmosfera była odrobinę niezręczna, ale to uczucie mijało z każdym kęsem słodkiego jak ulepek deseru w niczym nieprzypominającego prawdziwego tiramisu. Po niedługim czasie jałowej rozmowy o pracy, rodzicach i rodzeństwie zaczęli z nostalgią wspominać wspólnie spędzone chwile. Rozmowy o wszystkim i o niczym zawsze na tej samej ławce w parku, esemesy od wczesnego wieczoru aż po świt, randki w kinie, wspólne wycieczki. W końcu, przerywając sielankowy nastrój, zapytał ją czy kogoś ma. Odpowiedziała mu w kilku zdaniach o swoim obecnym facecie. Rzeczowo, lakonicznie. Nie chciała zdradzać mu zbyt wielu szczegółów. Uważała, że jej życie przestało być jego sprawą dawno temu. Jednocześnie poczuła się zobligowana, by zapytać o jego żonę. Nie wiedziała dlaczego, ale wcale nie chciała o niej rozmawiać. Pytanie w końcu padło, wszak w ten sposób zachowują się dorośli. Po chwili zastanowienia odpowiedział, że owszem jest żonaty, ale nieszczęśliwy, bo wymagania zbyt wysokie, bo wolności za mało, bo zaangażowanie już nie takie, bo rutyna, bo nuda, bo czegoś mu w tym związku brak. Na koniec ponownie się zamyślił, wciągnął do płuc sporą dawkę dymu papierosowego i dodał, że tęskni za nią i za tym co mieli razem.

Nieprzyjemne uczucie gorąca zalało ją od czubka głowy po paznokcie w stopach. Dziesiątki myśli przebiegały przez jej sparaliżowany, tym wynurzeniem mózg. Kiedy szok minął, zaczęła się śmiać, rozluźniając w ten sposób swoje spięte ciało, po czym dodała, że chyba zwariował jeśli myśli, że ona ma ochotę tego słuchać. Nie zastanawiając się wcale wzięła do ręki szklankę wody, którą kelner podał razem z jego cappuccino i wylała jej zawartość na czubek głowy swojego rozmówcy. Swojej pierwszej miłości. Małego, niezadowolonego z życia faceta. Nie wiedziała dlaczego to zrobiła, ale uświadomiła sobie, że chciała to zrobić już 10 lat temu. Wstydziła się tego, jak wielką satysfakcję dało jej tak niedorzeczne zachowanie. Zabrała swoje rzeczy i wyszła z lokalu z podniesioną głową, nie zwracając uwagi na gapiące się na nią twarze zszokowanych klientów kawiarni. Niektórych z nich chyba nawet znała. W drodze do domu rodziców zarezerwowała online bilet na najbliższy pociąg do swojego mężczyzny.

Wycierając papierowymi serwetkami głowę i barki błękitnego polaru zastanawiał się nad dwiema kwestiami. Po pierwsze, jak to możliwe, że po tylu latach ona wciąż nie wydoroślała. Po drugie, co powie żonie na temat wielkiej mokrej palmy na jego odzieży. Ona nie zawracała sobie głowy myślą o nim już nigdy więcej.

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest niesłychanie przypadkowe.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s