Bienvenue à Paris!

Wychodzę z domu niezbyt wcześnie. Wszak poranną kawę lubię wypić odziana w piżamę i miękki, szary szlafrok w kolorowe gwiazdki. Znudzona monotonią przeprowadzkowych obowiązków pragnę się odrobinę rozerwać i zmienić otoczenie. Mijam rosnący w ogrodzie kasztan, który układa się powoli do zimowego snu pokrywając się wszelkimi odcieniami oranżu. Stojąca obok niego lipa, obleczona jeszcze w zieleń przeplataną żółtymi refleksami tylko w kilku miejscach, szumi delikatnie na lekkim, jesiennym wietrze. Mijam ogrody pałacu, którego gmach zasłania żywopłot z wysokich, przyciętych jak od linijki drzew. O tej porze roku przypominają raczej ogród rodziny Addamsów niż przypałacowy park. Osobliwy to kraj, w którym każde miasto, miasteczko i większość wsi ma jakiś zamek, pałac czy pałacyk. Może to kwestia kompleksów, których nie rozumiem? Skręcam w lewo i już po chwili mam przed sobą wysoką wieżę kościoła, z której nigdy nie wydobywają się dźwięki dzwonów. Następnie docieram do stacji kolejowej.

Wsiadam do białego pociągu. Godziny szczytu już dawno minęły, więc wnętrze składu nie jest przepełnione. Dwaj jadący do szkoły chłopcy spierają się na temat detali wczorajszego meczu futbolowego. W twarzach milczącej grupy nastolatków odbija się zimne światło telefonicznych ekranów. Siedząca naprzeciw mnie starsza kobieta w ekstremalnie kolorowym turbanie, robi na drutach. Czymkolwiek stanie się w przyszłości kawałek wełny, nad którym obecnie pracuje, będzie równie barwny co jej dzisiejsza stylówka. Pociąg zatrzymuje się na kolejnych stacjach. Część podróżnych wysiada, inni wsiadają. Po kilkunastu minutach wysiadam i ja, na stacji Charles de Gaulle – Étoile.

Staję zauroczona chaosem ruchu drogowego na rondzie de Gaulle’a. Wjeżdżające nań samochody poruszają się w ślimaczym tempie bez ładu i składu. Ktoś trąbi, ktoś inny krzyczy i pokazuje do szyby środkowy palec lewej ręki. Doprawdy, czy ta agresja jest konieczna w ten piękny jesienny dzień? Nie wchodzę na taras widokowy. Nie lubię turystów. Nucąc słynną melodię Joe Dassina, idę w dół jednej z najsłynniejszych ulic świata. Piosenka nie kłamie, na Polach Elizejskich można znaleźć wszystko. H&M, Tiffany’ego, jakieś śniadanie pewnie też. O, może w McDonald’s? Rzucam okiem za siebie. Łuk Triumfalny wygląda z tej perspektywy majestatycznie. Zupełnie jakby Napoleon miał zamiar mentalnie coś sobie nim przedłużyć. Mijam ogrody, Wielki i Mały Pałac, aż w końcu docieram do Place de la Concorde.

Szpic obelisku błyszczy złotem niczym hełm rzymskiego legionisty. Podchodzę bliżej zdumiona tym, że mam przed oczyma monumentalny kawałek kamienia, który pamięta czasy legionów Imperium. Zdumiewa mnie również to, że kiedyś w znajdującej się naprzeciw mnie pozłacanej bramie ogrodów Tuileries stała sobie beztrosko gilotyna. Pozbawiająca wielu Paryżan humanitarny i szybki sposób życia. W śród jej ofiar znaleźli się również król Ludwik XVI i jego małżonka. Zastanawiam się czy gilotyna była wystarczająco masywna żeby egzekucja Marii Antoniny zasłoniła widok na symetryczną, fontannę. Spacerując wzdłuż ogrodów docieram do Luwru.

Przyglądam się słynnej szklanej piramidzie na tle mieszaniny renesansu, baroku i klasycyzmu. Nie jestem pewna czy mi się ona podoba. Nie wchodzę do środka. Wijąca się niczym kolorowy wąż kolejka, skutecznie mnie odstrasza. Wsiadam do wagonu metra powątpiewając w to, że wybrałam dobry kierunek. Nie wiem jak Pan Fleurette to robi że wszędzie udaje mu się bezbłędnie trafić. Na następnej stacji, ku mojemu zachwytowi, okazuje się, że i ja nie jestem w korzystaniu z miejskiej komunikacji taka kiepska. Wysiadam na Hôtel de Ville i już po kilku minutach spaceru jestem przed odizolowanym wielkim, tymczasowym ogrodzeniem gmachu Katedry Notre Dame. Nie można tam wejść. Dalej toczy się śledztwo prokuratury w sprawie pożaru. Żałuję, że podczas zaprószenia ognia nie było tam Quasimodo, on nie dopuściłby do rozprzestrzenienia się płomieni. Opuszczam wyspę i łapię pociąg.

Bardzo szybko zaczynam żałować tej decyzji. Razem ze mną wsiada doń spora grupa azjatyckich turystów. Są głośni. Wagon jest pełen niczym puszka sardynek. W środku brakuje tylko olejowej zalewy byśmy mogli czuć się jak marynowane rybki. Jestem zmęczona, chyba nie tylko irytującymi towarzyszami podnóży. Rozdrażniona wysiadam na Champ de Metro. W końcu mogę odetchnąć, powietrzem, cóż, może nie świeżym, ale jakby bardziej zasobnym w tlen niż to w pociągu. Docieram do fontanny na Polach Marsowych. Strzelam sobie fotkę z Wieżą Eiffela, nie zmierzam w jej kierunku. Otaczający ją tłum sprawia, że nie mam najmniejszej ochoty znaleźć się blisko. Czy wspominałam już, że nie lubię ludzi? Nieopodal Pól Marsowych znajduję kawiarnię.

Nie ma bardziej banalnego obrazka niż paryska kawiarnia. Pod markizą w kolorze bordeaux wszystkie rattanowe krzesełka ustawiano przodem do ulicy. Na maleńkich stolikach między nimi znajdują się dwa kieliszki, popielniczka i kartonowe menu. Gdyby gdzieś w pobliżu grał facet na akordeonie poczułabym się tam jak w parodii Amelii. Kiedy postanawiam kupić beret i koszulkę w paski podchodzi do mnie chudy jak tyczka kelner w okrągłych okularach. Zamawiam Chablis. Po krótkiej chwili przynosi moje wino.
– Merci monsieur!
– Avec plaisir madame!
– odpowiada i uśmiecha się od ucha do ucha. Chyba dostanie napiwek.

Wysyłam zdjęcie z Żelazną Damą (nie, nie z Margaret Thatcher) do mamy i delektuję się owcowo-kwiatowym smakiem trunku. Następnym razem jak będę znudzona to wyskoczę na Montmartre, może do Moulin Rouge.


Paryskie niebo
W lustrze Sekwany przegląda się,
Pod nim najpiękniej
Kwitną dziewczyny i bzy.
Ponad dachami
Fruną gołębie gdzieś hen, gdzieś hen,
A akordeon gra
„Sous le ciel de Paris”.

Tekst „Pod niebem Paryża” Ireny Santor

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s