Last Christmas, I gave you my heart

https://www.kaboompics.com/, Karolina Grabowska

Na trzecim piętrze minęłam sąsiadkę patrzącą na mnie z politowaniem. Chciałam pokazać jej język, ale po pierwsze, nie tak wychowali mnie rodzice, a po drugie, byłam zbyt zmęczona na emocjonalne wyskoki. Dyszałam jak ryba na piasku, a spod czapki, po moim czole i wzdłuż skroni zlewał się strumieniami słony pot. Miałam do przebrnięcia jeszcze jedno piętro, jeszcze 12 stopni. W tej chwili wydawały się dystansem niemożliwym do pokonania. Ładunek, który taszczyłam przez pół miasta i trzy piętra w górę okazał się być cięższy niż przypuszczałam. Zebrałam resztki sił i powlokłam się po schodach. Kiedy otworzyłam drzwi, pchnęłam tylko drzewko do wnętrza mieszkania, bo nie miałam już siły go dźwigać. Liczyłam na to, że mocno związane siatką gałęzie zamortyzują upadek i nic się nie połamie. Szybko pożałowałam swojej decyzji. Tuż po zderzeniu rośliny z ziemią chmura igliwia rozsypała się na podłodze dookoła choinki. Teraz czekało mnie jeszcze dodatkowo sprzątanie tego bałaganu. Ledwo zipiąc zdjęłam buty i w rękawiczkach, czapce oraz pozostałym rynsztunku rzuciłam się bezwładnie na kanapę.

Drzemiący na sofie Wacław otworzył jedno oko żeby skontrolować co spowodowało tyle hałasu i niebezpiecznie gwałtowne poruszenie się poduszek, które zbudziło go z drzemki. Kiedy upewnił się, że to tylko ja, przekręcił się na drugi bok i powrócił w objęcia Morfeusza. Wiedziałam, że nie mogę na niego liczyć w kwestii choinki, ale taka obojętność wywołała moje szczere oburzenie.
– Wacław! – szturchnęłam go lekko – Wacław! – spróbowałam ponownie, przeciągnął się tylko i zmienił pozycję tak, że nie mogłam go już dosięgnąć.
– Pies, to chociaż zamerdałby z radością ogonem, na mój widok – powiedziałam i chcąc zrobić mu na złość rzuciłam się do miziania miękkiej jak puch sierści na jego brzuszku. Nie oponował. Po krótkim czasie zaczął nawet mruczeć. Wacław jest straszliwym pieszczochem. Uwielbia być przytulanym i głaskanym, ale tylko po przebudzeniu i tylko jeżeli ewentualnie ma na to ochotę. W pozostałych momentach bez kija nie podchodź, bo zabawa skończy się dla ciebie bliznami, mimo jego obciętych pazurków. Wtuliłam zmarznięty nos w miękkie, ciepłe futerko. Kot wydał z siebie pomruk niezadowolenia i wstał błyskawicznie, tak żebym nie mogła zakleszczyć go w swoim uścisku. To by było na tyle w temacie czułości podczas dzisiejszego wieczoru. Spojrzałam na choinkę. Oczywiste benefity mieszkania z facetem są między innymi takie, że nie musisz sama taszczyć drzewka na czwarte piętro. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, przynajmniej nie mam wiecznie zachlapanej umywalki. Zerknęłam na zegarek, było późno, choinka musiała zaczekać na pionizację do następnego ranka.

Jadąc taksówką na gwiazdkową imprezę firmową zrobiłam mentalny przegląd tego co wydarzyło się w moim życiu od minionych Świąt. Ogromny uśmiech na mojej twarzy wywołało wspomnienie znalezienia małej, wychudzonej puszystej kulki w drzwiach klatki. A później już nie było mi do śmiechu. Ciągłe paskudne awantury z moim byłym chłopakiem i staczanie się po równi pochyłej naszego związku, aż do chwili kiedy miarka się przebrała. Znalezienie na szybko małego mieszkanka na czwartym pietrze w obskurnym, starym budynku bez windy. Histeryczne krzyki towarzyszące pakowaniu się. Uczucie ulgi po zamknięciu drzwi ogromnego apartamentowca w najmodniejszej dzielnicy miasta. Samotność. Ukłucie bólu i zazdrości kiedy okazało się, ze po 6 miesiącach on oświadczył się innej, podczas gdy ja mnie mogłam się tego doczekać przez 6 ostatnich lat. Stalkowanie zdjęć ze ślubu na mediach społecznościowych obojga. Wino. Ciągły kac i ból głowy. Jechałam na tę głupią imprezę świadoma, że pewnie ich tam spotkam. (Jaki facet żeni się z dziewczyną pracującą w tej samej firmie co jego ex?) Na szczęście struktura korporacji jest tak rozbudowana, że gdyby nie ten ślub to pewnie nawet nie wiedziałabym o istnieniu tej drugiej. Rozważałam przez chwilę pozostanie w domu, ale musiałam być na bankiecie. Jeżeli miałam dostać w nadchodzącym roku awans, to należało zacząć włazić w tyłek szefowi działu już dziś. A w związku z tym, że facet jest szumowiną, to interesy najłatwiej załatwiać z nim przy szklaneczce czegoś mocniejszego.

Następnego ranka obudziłam się późno. Głowa bolała mnie tak bardzo jakby wczorajszej nocy po jej czubku przejechała gąsienica czołgu. Powrót do domu pamiętałam jak przez mgłę, resztę imprezy zresztą też, ale darmowe drinki fundowane z budżetu Działu Zasobów Ludzkich wchodziły tej nocy wyjątkowo dobrze. Ku własnemu ogromnemu zdziwieniu stwierdziłam, że mentalnie czuję się wręcz wyśmienicie. Jestem spokojna i odnalazłam balans niczym pieprzony kwiat lotosu na tafli jeziora. Będąc poprzedniego wieczoru w pijackim amoku uświadomiłam sobie w końcu, że jestem dziś szczęśliwsza niż w ciągu ostatnich 354 dni mijającego roku. Pewnie nawet szczęśliwsza niż dwa lub trzy lata temu. Uświadomiłam sobie, że teraz, w tym maleńkim mieszkanku o ohydnym wściekle różowym, kolorze ścian, jest mi dużo lepiej niż w wielkim apartamencie z designerskimi meblami w salonie i drewnianym łożem z baldachimem. (Kto, oprócz zwyrodniałych zboków, kupuje dzisiaj łózka z baldachimem?!) Uświadomiłam sobie, że obecność w moim życiu Wacława, daje mi podobny poziom wsparcia co ten nudny krawaciarz, a przecież Wacław jest kotem. W końcu zaczęłam czuć się dobrze we własnej skórze! W końcu zaczęłam czuć się dobrze w swoim towarzystwie! Uśmiechnęłam się do wspomnienia naszej wczorajszej, krótkiej rozmowy.
– Cześć co u ciebie? – Zagaił próbując przekrzyczeć głośną muzykę
– Dziękuję, wszystko w jak najlepszym porządku! – odpowiedziałam nieszczerze.
– Ty chyba nie znasz mojej żony Anety.
– I bardzo dobrze! Niech tak pozostanie! – Uśmiechnęłam się, zabrałam podaną mi przez barmana tacę z kamikadze, odwróciłam się na pięcie i bez słowa poszłam do stolika, w którym siedzieli moi kumple. To było zabawne, infantylne, ale zabawne. Infantylne, ale katarktyczne. Podobało i się to uczucie. Ze względu na utrudniający moje funkcjonowanie ból głowy, choinka okutana plastikową siatką była zmuszona spędzić kolejny dzień w pozycji horyzontalnej.

Wigilia jak co roku okazała się być koszmarem. Jako młoda latorośl nie znosiłam jej ze względu na smak karpia w galarecie. Im stawałam się starsza, moja niechęć w stosunku do uroczystej kolacji wzmagała się, z tym że coraz mniejsze znaczenie zaczynały mieć smaki poszczególnych potraw, niestety. Coraz bardziej męczyły mnie rozmowy – szczególnie monologi dotyczące mojego życia, prowadzone przez ciotkę, tak jakbym nie siedziała z nią przy jednym stole. Dla kontrastu nie mogła ona przestać chwalić reszty mojego kuzynostwa. Byłam dla niej czarną owcą rodziny. Najpierw okazało się, że wybrałam złe studia, bo jak ma sobie poradzić dziewczyna na studiach inżynierskich, trzeba było, jak kuzynka, pójść na hotelarstwo, to taki przyjemny kierunek jest. Dziś kuzynka pracuje w hotelowej recepcji i zarabia trzy razy mniej niż ja, ale o tym ciocia już nie wspomina. Później za długo nie miałam chłopaka, potem jak już chłopaka miałam, to jak tak można bez ślubu razem mieszkać. Rok później, jak tak można mieszkać ze sobą na kocią łapę tyle czasu i nie doprowadzić do zaręczyn. (Miałam go za szmaty do jubilera zaciągnąć?). I tak w koło Macieju. W tym roku ku mojemu zaskoczeniu rozmowa przy stole została zdominowana tematem ciąży jednej z kuzynek. Miałam więc nadzieję, że tym razem moje życie nie stanie się pożywką dla słowotoku wujenki. Płonną jak się później okazało.

Po kolacji kiedy sączyłam powoli białe wino siedząc na kanapie i gapiąc się bezmyślnie na kiczowate choinkowe ozdoby, dosiadła się do mnie ulubiona ciocia i bez owijania w bawełnę zaczęła prowadzić wywiad.
– A tego prawnika to ty zostawiłaś czy on odszedł od ciebie?
– Ja odeszłam.
– No to chyba musiałaś mieć dobry powód bo w Twoim wieku taki ruch jest bardzo niebezpieczny. Dobrze wiesz, że już młodsza nie będziesz.
– Miałam dobry powód ciociu.
– Jaki? Na pewno cie zdradzał! Pewnie miał Ciebie do ogarniania mu domu, a na boku przygruchał sobie jakąś atrakcyjną dziewczynę! – Z jej oczu biła żądza sensacji.
– Nie ciociu, nie zdradzał mnie. – odpowiedziałam spokojnie – Mój kot go nie lubił…

Jak na rozkaz Wacław wskoczył na moje kolana. Chwyciłam go jedną ręką. I we troje, ja, Wacław i wino udaliśmy się do mojej sypialni. Czułam, że jutro czeka mnie rozmowa z mamą o bezczelności albo szacunku do starszych. Dobrze. To mogło poczekać do jutra. Mój dobry nastrój nie mógł.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s